Pamiętam pewna dyskusję kolejową sprzed lat. Młody marynarz wypowiadał się na temat konieczności posiadania niepracującej żony, z przyczyn zawodowych. Wówczas ja młoda, rozpoczynająca życie wyzwolona feministka byłam oburzona męskim szowinizmem, i próbą ograniczenia wolności bliżej nieznanej mi dziewczyny. W owym czasie wyobrażałam sobie, że prawdziwie wolna zostanę, gdy wyzwolę się spod kurateli rodziców, wyprowadzę się po prostu, co natychmiast uczyniłam w momencie ukończenia 18 lat.
Jednak okazało się, że nawet ograniczenie więzi rodzinnych, mniej lub bardziej udanych, nie prowadzi do uwolnienia z nich. Na przykład z obowiązku opieki nad chorym rodzicem. A praca zawodowa, szczególnie studentki, nie daje niezależności finansowej. Uzależnia od pomocy cioci, wujka, taty czy sponsora. Tak więc, nie jesteśmy de facto wolni.
Może więc wolność to brak więzów małżeńskich. Przecież samo już to określenie budzi pejoratywne skojarzenia. Więzy, okowy, niewola. No ale czy życie na „kartę rowerową” daje wolność od zobowiązań? Sama miłość to niewola uczuć. Wystarczy sobie przypomnieć wiersz „Do trupa”J. A.Morsztyna, który chociażby poprzez zestawienie stanu umarlaka do zakochanego doskonale zobrazował niewolę zmysłów i żądz.
Może więc lepiej być samemu, tak zwanym singlem? Czy uczyni nas to wolnymi? Od smutku, niespełnienia, rodzicielstwa, samotności?
Nie będę w ogóle poruszała wątku wolności politycznej czy prawa do posiadania marihuany czy aborcji. Tylu mądrzejszych o tym pisało....
Pragnąc zilustrować moje rozumienie słowa wolność a raczej jej brak, posłużę się przykładem typowym dla wykonywanego przeze mnie zawodu polonistki. Wulgaryzmy – warstwa słownikowa o ograniczonym zasięgu spoczywa sobie swobodnie obok synonimów, homonimów, dialektyzmów, gwary, żargonu, związków frazeologicznych i wielu, wielu innych. I okazuje się, że nie ma ani jednego człowieka, poza niemowlętami może i dotkniętymi demencją starczą, kto by tej pierwszej warstwy nie znał. Z innymi może mieć kłopoty. Momencik znać nie oznacza używać, można by zakrzyknąć. Pewnie, tylko środowiska patogenne i kryminogenne używają jako przerywników tych wszystkich słów. Nie znają innych czy też wyrażają w ten sposób silne emocje? O, można by znaleźć i w innych zawodowych środowiskach uzależnionych od takiego, czyli za pomocą wulgaryzmów, sposobu wyrażania frustracji.
Czy my jesteśmy wolni od zaśmiecenia naszego umysłu z racji nie używania, lub używania rzadko, czasami, sporadycznie...wulgaryzmów, alkoholu, nikotyny... czy innych?
Ew.Mateusza 5, ukazuje właśnie to ludzkie uwikłanie, ubabranie, upapranie w błocie naszej własnej natury... Nie potrafimy się wyswobodzić od gniewu, pożądliwości, zazdrości. Chociażbyśmy zaprzysięgli sobie życie w czystości i powściągliwości sami z siebie nie potrafimy być wolni od własnej natury.
W Księdze Rodzaju Bóg kreując świat, stworzył m zakazane drzewo, owoc. Po co? Gdyby ich jednak nie stworzył, bylibyśmy bezmyślnymi marionetkami w Jego ręku. Dał więc nam wielki przywilej, ale i obowiązek. Wolność wyboru. I chociaż pokusy nas atakują niczym „lew ryczący” a nasza natura ciągnie do złego, możemy doznać wolności tylko w jeden sposób. Wybierając Chrystusa, doznajemy uwolnienia od grzechów, przebaczenia. A żyjąc z Nim dzięki łasce mamy nadzieję na pokonanie niewoli naszych ciał i ograniczeń życia codziennego w przyszłości.
sobota, 1 września 2012
Rozczarowanie czyli rozważania egotyczki
Budzę się i stwierdzam...jestem zmęczona. Jeszcze rok szkolny się nie zaczął a ja już... na samą myśl czy co? Chociaż spać mi się nie chce, szkoda życia na sen zbyt długi. Co więc mnie tak męczy? Być może, gdybym poszła do jakiegoś specjalisty, wynalazłby we mnie... patrząc mi w oczy, wątrobę, trzewia po prostu, jakąś jednostkę chorobową. Zapewne! Nikt nie jest całkowicie zdrowy, poza może chorymi psychicznie, oczywiście w ich mniemaniu, tym bardziej że chorobę dostrzegają tylko u otaczających ich ludzi. Łyknę więc w porywie jakąś witaminkę i pobiegnę...Wyścig trwa! Tempo przyspiesza... coraz więcej pracy, obowiązków, stresów...
Trzeba by było z czegoś zrezygnować... może ze śpiewania w kościele...są młodsi i chętni, i dobrze? Może z pisania do miesięcznika, do szuflady... bo...jak wyżej? A poza tym coraz mniej ludzi czyta, nie tylko artykuły, ale i książki, czego świadectwem są chociażby coraz bardziej spiętrzone pozycje nie wydane...
No, trzeba sobie powiedzieć szczerze, należy się skupić na pracy, przynoszącej wymierne korzyści a nie na jakimś hobby, które tylko mnie cieszy.
Tak generalnie coraz częściej stwierdzam, że nie jestem niezastąpiona. Mogłabym zamilknąć, odejść zupełnie niezauważalnie i pies z kulawą nogą...Świat nie poniósłby straty, bliscy przeżyliby a ja w końcu odpoczęłabym.
A może powinnam poszukać nowych inspiracji, wyzwań? Wspinaczka wysokogórska, skok na bunggi, malowanie graffitti?
Wiem już! Jestem rozczarowana, bo czuję się niedoceniona. Potrzebuję małej zachęty, poklepania po ramieniu, potwierdzenia, że to, co robię jest ważne, potrzebne!
Co tam ja i ja, egotyczka jedna... chyba powinnam się zastanowić komu ostatnio pomogłam, kogo zmotywowałam do wytrwałego biegu, wsparłam,wysłuchałam?
O matko, chyba „włosy drzeć” i spis jakiś zrobić...”pracy wiele a robotników brak”.
No a ja? Mogę tylko cichutko liczyć, że jakaś niezwykła Moc „odnowi moje siły jak u orła”... a satysfakcji i odpocznienia zaznam... po śmierci. I to jest akcent optymistyczny w tej całej opowieści, bo przecież bez zmartwychwstania nasza wiara byłaby bez sensu!
Trzeba by było z czegoś zrezygnować... może ze śpiewania w kościele...są młodsi i chętni, i dobrze? Może z pisania do miesięcznika, do szuflady... bo...jak wyżej? A poza tym coraz mniej ludzi czyta, nie tylko artykuły, ale i książki, czego świadectwem są chociażby coraz bardziej spiętrzone pozycje nie wydane...
No, trzeba sobie powiedzieć szczerze, należy się skupić na pracy, przynoszącej wymierne korzyści a nie na jakimś hobby, które tylko mnie cieszy.
Tak generalnie coraz częściej stwierdzam, że nie jestem niezastąpiona. Mogłabym zamilknąć, odejść zupełnie niezauważalnie i pies z kulawą nogą...Świat nie poniósłby straty, bliscy przeżyliby a ja w końcu odpoczęłabym.
A może powinnam poszukać nowych inspiracji, wyzwań? Wspinaczka wysokogórska, skok na bunggi, malowanie graffitti?
Wiem już! Jestem rozczarowana, bo czuję się niedoceniona. Potrzebuję małej zachęty, poklepania po ramieniu, potwierdzenia, że to, co robię jest ważne, potrzebne!
Co tam ja i ja, egotyczka jedna... chyba powinnam się zastanowić komu ostatnio pomogłam, kogo zmotywowałam do wytrwałego biegu, wsparłam,wysłuchałam?
O matko, chyba „włosy drzeć” i spis jakiś zrobić...”pracy wiele a robotników brak”.
No a ja? Mogę tylko cichutko liczyć, że jakaś niezwykła Moc „odnowi moje siły jak u orła”... a satysfakcji i odpocznienia zaznam... po śmierci. I to jest akcent optymistyczny w tej całej opowieści, bo przecież bez zmartwychwstania nasza wiara byłaby bez sensu!
Maraton
Wierzyłam...
druga połowa jabłka będzie słodsza,
a ziemia za wzgórzem płodniejsza.
Marzyłam...
o wolności, wyznaczając własne zasady
niezależności, pragnąc oprzeć się
na męskim ramieniu.
Dążyłam...
do doskonałości i prawdy, spełnienia
wszelkimi dostępnymi środkami.
Zrozumiałam...
nic nie jest takie jak się spodziewałam
sama sobą rozczarowana...
Mimo to...
wciąż powstaję z kolan, powalona
a jednak nie pokonana z nadzieją.
sobota, 14 lipca 2012
Mowa jest srebrem a milczenie złotem
To przysłowie dosłownie łazi za mną ostatnio. Z wielu względów. Bo samo w swej istocie, moim zdaniem, miało piętnować bezmyślne gadulstwo a doceniać mądre milczenie czyli nie zabieranie głosu w sprawach nam obcych.
Przypomina mi się moja babcia, która de facto ukończyła cztery lata wiejskiej szkółki, ale była oczytana i prezentowała się niczym prawdziwa przedwojenna dama. Na raucie wśród znakomitości: mecenasów, rektorów, doktorów a nawet jednego ministra zyskała sławę niezwykle wykształconej i eleganckiej pani z przedwojennym co najmniej średnim wykształceniem, właśnie dlatego, że umiała słuchać i milczeć w odpowiednim momencie.
A jak jest dzisiaj? Starszych dam nie ma przede wszystkim. To jak w tym dowcipie: są najpierw młode ( lub piękne) kobiety, potem...młode kobiety, a na końcu... młode kobiety. O niewiastach, białogłowych... w ogóle trzeba zapomnieć. Tych biblijnych, które to cicho bez jednego słowa potrafią stać się świadectwem bogobojnego życia też ... śladowa ilość.
A młodzi? Młodzi są głośni, szczególnie na ulicach wielkich miast. Porozumiewają się skrótami i przerywnikami. Niewiele w tym treści. Ich świat kręci się wokół konsumpcji, w szeroko pojętym rozumieniu.
Gdzież są więc mędrcy tej epoki? Może to naukowcy, politycy, filozofowie? Może, ale kto by ich tam słuchał. Słuchanie bowiem wymaga czasu i chęci skupienia rozbieganych myśli. Co gorsza refleksji, a czasem nawet zmian. Mogłabym osobiście wymienić parę autorytetów, które mnie fascynują, ale po co?
Chciałam napisać o czymś innym. O braku szeroko pojętej wymiany myśli i uczuć pomiędzy osobami, domownikami, współpracownikami. Nie zasiadamy razem do stołu,nie jadamy razem posiłków, nie wymieniamy codziennych spostrzeżeń. A jeśli nawet to w tle coraz częściej pojawia się wszechwładny zagłuszacz- telewizor. Nawet w niedzielę coraz częściej zamiast przyjaznej rozmowy szybko kończymy rodzinny posiłek, by chyżo pobiec do komputera, i-poda czy innego najbliższego spędzacza czasu.
Potem dziwimy się. Dlaczego ludzie nie przekazali sobie ważnych informacji. Nie powiedzieli o rozterkach, wahaniach, uczuciach i myślach. Rozstają się, nie mogą dogadać, nawet za pomocą osób trzecich: mediatorów, psychologów, psychoterapeutów.
Dzieci nie mówią już „dzień dobry” wchodząc do pomieszczenia, sklepu, windy, spotykając nauczycieli, sąsiadów czy ciocię na ulicy. Po co?! Poza tym nikt im nie powiedział, że tak należy. Rodzice są zbyt zmęczeni, by tłumaczyć normy zachowania, które młode pokolenie uznaje w końcu za przestarzałe konwenanse, niepotrzebne w krainie pośpiechu.
Przestajemy mówić nawet o tym, co najważniejsze...o Bogu. Jakoś tak wstyd i głupio. Bo jeszcze o religii czasami można popolemizować, ale o Bogu?! Obnażać swoje uczucia, opowiadać o doświadczeniach, o zmianach... czysty ekshibicjonizm! W końcu od tego jest ksiądz czy pastor, za to im płacą. A my, nawet jak pójdziemy do kościoła, to śpiewać nam się nie chce, bo co my Carruso czy co, zresztą grupa uwielbieniowa niech się produkuje, modlić też nie za bardzo, no chyba że tą samą od 15 lat ułożoną po nawróceniu modlitwą-paciorkiem.
Głosić Dobrą Nowinę też niemodnie. Ja tam do czego innego zostałem powołany, powołana... Dokąd dążymy w milczeniu? Co będziemy mieli na swoją obronę? Panie Boże ja tak za bardzo się nie wychylałem, bo... wstyd?! Prawdę mówić wstyd. Lepiej nieprawdę, niepełną prawdę, czyli... kłamstwo. O sobie samym, o świecie nas otaczającym, o przyszłości.
I w tym kontekście absolutnie nie wierzę w stare przysłowie, a ty?
Przypomina mi się moja babcia, która de facto ukończyła cztery lata wiejskiej szkółki, ale była oczytana i prezentowała się niczym prawdziwa przedwojenna dama. Na raucie wśród znakomitości: mecenasów, rektorów, doktorów a nawet jednego ministra zyskała sławę niezwykle wykształconej i eleganckiej pani z przedwojennym co najmniej średnim wykształceniem, właśnie dlatego, że umiała słuchać i milczeć w odpowiednim momencie.
A jak jest dzisiaj? Starszych dam nie ma przede wszystkim. To jak w tym dowcipie: są najpierw młode ( lub piękne) kobiety, potem...młode kobiety, a na końcu... młode kobiety. O niewiastach, białogłowych... w ogóle trzeba zapomnieć. Tych biblijnych, które to cicho bez jednego słowa potrafią stać się świadectwem bogobojnego życia też ... śladowa ilość.
A młodzi? Młodzi są głośni, szczególnie na ulicach wielkich miast. Porozumiewają się skrótami i przerywnikami. Niewiele w tym treści. Ich świat kręci się wokół konsumpcji, w szeroko pojętym rozumieniu.
Gdzież są więc mędrcy tej epoki? Może to naukowcy, politycy, filozofowie? Może, ale kto by ich tam słuchał. Słuchanie bowiem wymaga czasu i chęci skupienia rozbieganych myśli. Co gorsza refleksji, a czasem nawet zmian. Mogłabym osobiście wymienić parę autorytetów, które mnie fascynują, ale po co?
Chciałam napisać o czymś innym. O braku szeroko pojętej wymiany myśli i uczuć pomiędzy osobami, domownikami, współpracownikami. Nie zasiadamy razem do stołu,nie jadamy razem posiłków, nie wymieniamy codziennych spostrzeżeń. A jeśli nawet to w tle coraz częściej pojawia się wszechwładny zagłuszacz- telewizor. Nawet w niedzielę coraz częściej zamiast przyjaznej rozmowy szybko kończymy rodzinny posiłek, by chyżo pobiec do komputera, i-poda czy innego najbliższego spędzacza czasu.
Potem dziwimy się. Dlaczego ludzie nie przekazali sobie ważnych informacji. Nie powiedzieli o rozterkach, wahaniach, uczuciach i myślach. Rozstają się, nie mogą dogadać, nawet za pomocą osób trzecich: mediatorów, psychologów, psychoterapeutów.
Dzieci nie mówią już „dzień dobry” wchodząc do pomieszczenia, sklepu, windy, spotykając nauczycieli, sąsiadów czy ciocię na ulicy. Po co?! Poza tym nikt im nie powiedział, że tak należy. Rodzice są zbyt zmęczeni, by tłumaczyć normy zachowania, które młode pokolenie uznaje w końcu za przestarzałe konwenanse, niepotrzebne w krainie pośpiechu.
Przestajemy mówić nawet o tym, co najważniejsze...o Bogu. Jakoś tak wstyd i głupio. Bo jeszcze o religii czasami można popolemizować, ale o Bogu?! Obnażać swoje uczucia, opowiadać o doświadczeniach, o zmianach... czysty ekshibicjonizm! W końcu od tego jest ksiądz czy pastor, za to im płacą. A my, nawet jak pójdziemy do kościoła, to śpiewać nam się nie chce, bo co my Carruso czy co, zresztą grupa uwielbieniowa niech się produkuje, modlić też nie za bardzo, no chyba że tą samą od 15 lat ułożoną po nawróceniu modlitwą-paciorkiem.
Głosić Dobrą Nowinę też niemodnie. Ja tam do czego innego zostałem powołany, powołana... Dokąd dążymy w milczeniu? Co będziemy mieli na swoją obronę? Panie Boże ja tak za bardzo się nie wychylałem, bo... wstyd?! Prawdę mówić wstyd. Lepiej nieprawdę, niepełną prawdę, czyli... kłamstwo. O sobie samym, o świecie nas otaczającym, o przyszłości.
I w tym kontekście absolutnie nie wierzę w stare przysłowie, a ty?
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Żona Joba
Czekam niczym Job
na szczęśliwe zakończenie,
na jakieś takie bajkowe
i żyli długo i...,
na sytość uczuć
niczym pszczoła nektaru.
Na godność i dostojność
dojrzałości jak klapsa
przed rychłym upadkiem
do pełnego kosza.
Na pełne umiaru obserwcje
dzieci mych dzieci i wnuków.
Tak, pełny dzban wina
zalepić pragnę wieczną pieczęcią
wosku z odciśniętą sygnaturą.
Ale choć tak blisko
na wyciagnięcie ręki, o włos zaledwie,
szczęście omija mnie szerokim łukiem
a gorycz rzeźbi szerokim dłutem
na złaknionej wytchnienia twarzy.
Posypuję pyłem dróg
rozstaje i zawalone węgły domu,
opuszczam zaciśniętą pięść.
A złorzeczenie nie tyka mego serca.
Wyczekuję... jak kania dżdżu,
jak spalona ziemia,
jak orzeł rozpostarcia skrzydeł...
na szczęśliwe zakończenie,
na jakieś takie bajkowe
i żyli długo i...,
na sytość uczuć
niczym pszczoła nektaru.
Na godność i dostojność
dojrzałości jak klapsa
przed rychłym upadkiem
do pełnego kosza.
Na pełne umiaru obserwcje
dzieci mych dzieci i wnuków.
Tak, pełny dzban wina
zalepić pragnę wieczną pieczęcią
wosku z odciśniętą sygnaturą.
Ale choć tak blisko
na wyciagnięcie ręki, o włos zaledwie,
szczęście omija mnie szerokim łukiem
a gorycz rzeźbi szerokim dłutem
na złaknionej wytchnienia twarzy.
Posypuję pyłem dróg
rozstaje i zawalone węgły domu,
opuszczam zaciśniętą pięść.
A złorzeczenie nie tyka mego serca.
Wyczekuję... jak kania dżdżu,
jak spalona ziemia,
jak orzeł rozpostarcia skrzydeł...
Szuflady
Szuflady biurka
kryją tajemnice:
Zapomniane rachunki,
niewysłane kartki,obgryzione ołówki,
gumkę myszkę ze stratym oczkiem,
temperówkę ze stępionym ostrzem,
Paragony nieprzemyślanych zakupów,
wizytówki zupełnie nieznanych ludzi.
Szuflady serca
pozwoliły pokryć pyłem przeszłość
Romantycznych uniesień I zdjęć,
Zatrzymanych kadrów pod powiekami
Niewypowiedzianych pretensji
I niewyśnionych marzeń.
Szuflady rozumu
Nie chcą przypominać
dziejów tego srebrnego pierścionka,
Ani zasuszonych białych kwiatków,
Czy też dziejów małej czerwonej obróżki.
Niech kartki pożółkłego pamiętnika
rozpadną się w proch I zapomnienie
A wiersze...
kryją tajemnice:
Zapomniane rachunki,
niewysłane kartki,obgryzione ołówki,
gumkę myszkę ze stratym oczkiem,
temperówkę ze stępionym ostrzem,
Paragony nieprzemyślanych zakupów,
wizytówki zupełnie nieznanych ludzi.
Szuflady serca
pozwoliły pokryć pyłem przeszłość
Romantycznych uniesień I zdjęć,
Zatrzymanych kadrów pod powiekami
Niewypowiedzianych pretensji
I niewyśnionych marzeń.
Szuflady rozumu
Nie chcą przypominać
dziejów tego srebrnego pierścionka,
Ani zasuszonych białych kwiatków,
Czy też dziejów małej czerwonej obróżki.
Niech kartki pożółkłego pamiętnika
rozpadną się w proch I zapomnienie
A wiersze...
wtorek, 5 czerwca 2012
Kto czytuje dzisiaj poezję?
Rozglądam się po klasie, bo właśnie zadałam niestosowne pytanie. Oni nawet gazetę rzadko, ewentualnie rubrykę sportową. Poezję to za karę. Na lekcji, bo trzeba. Nie, nie jest tak źle. W drugim rzędzie siedzi taka jedna niepozorna. Ona czyta. Ale się nie przyzna, bo wstyd przed klasą.
Na ustnej maturze w tym roku żaden z wybranych tematów prezentacji nie dotyczył poezji. Maturzyści mówili wentualnie o języku hip-hopu czy popu. Ale jakbyśmy-my egzaminatorzy tak podrążyli, zapytali o składnię, słowotwórstwo czy nie daj Bóg fleksję, to... mogiła. Więc lepiej nie pytać. Niech lepiej się wypowie, co wie powie. Czyli niewiele. O analizie porównawczej nie ma co marzyć. Ale jak to kiedyś pewna pani dyrektor powiedziała: -"dziecko ubrało się i przyszło". A mogłoby ... nie!
Otwieram szeroko oczy, gdy okazuje się, że jednak ktoś czytuje, może ze starszego pokolenia. Dobrowolnie na przykład Emilie Dickenson. Są jeszcze tacy, co nawet cytuja hurrra!
Wielki ból zastępuje rutyna cierpienia — Jak trawa Grób, tak Nerwy porasta konwenans — Zdrętwiałe Serce nie wie — czy to w nim te ćwieki Naprawdę tkwiły? kiedy — Wczoraj? czy przed Wiekiem? Stopy drepczą bezwiednie po Chodniku wąskim Zdrewniałego Powietrza, Ziemi, Obowiązku — I niezauważalnie Twardnieje cierpienie W Kwarc pogodzenia — w uciszenia Krzemień — Ołowiana Godzina — Kto przetrwał, ten ją wspomina Tak jak ktoś, kto zamarzał, wspomina Biel Śnieżną — Ziąb — potem Odrętwienie — potem wszystko jedno —A już zupełny szok przeżywam, gdy dopiero co poznany bliżej filozof i intelektualista "zapytowywuje" się mnie o gusta literackie. Mnie?! A przecież niedaleko szukając, bo u źródła - w Biblii - odnaleźć możemy nie tylko przekrój wszelakich gatunków literackich, w tym liryki. Proza poetycka, psalmy, pieśni, treny... wzorcowe. I obowiązujące w programie klasy pierwszej szkoły średniej. No ale trzeba wytrzymać te pytania uczniowskie: - to lekcja religii czy języka polskiego? I na nic sięganie po najlepsze przekłady "Pieśni nad pieśniami" pióra Brandstaettera
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański. (...) nie zatopią jej rzeki. czy "Psalmów"samego Miłosza. Np. Ps.1
Szczęśliwy, kto nie chodził za radą bezbożnych * na drodze grzeszników nie postał, * w gromadzie naśmiewców nie siedział. Ale w prawie Pańskim ma upodobanie * i naukę Pańską bada w dzień i w nocy. I będzie jak drzewo zasadzone u strumieni wód, * które wydaje owoc, kiedy jest jego czas, * i którego liść nie usycha. * A cokolwiek zacznie, powiedzie się. Nie tak bezbożni, nie tak. * Ale są jak plewy, które wiatr wymiata. Przeto nie ostoją się bezbożni na sądzie * ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych. Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, * a droga bezbożnych zaginie.Zachwycona archaizacją języka i wewnętrzą harmonią, popełniam głęboki nietakt i wieczorową porą, podejmuję bohaterską próbę napisania wiersza...Wraz z innymi nawiedzonymi organizuje wieczór poezji śpiewanej i recytowanej pt."W moim świecie..." 24 czerwca br. o godzienie 18tej w Sopocie na ulicy Chopina 32/1. Wpadniecie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)