Pielgrzymka
Tu Ciebie nie ma.
W zgiełku suku
nie widziałam poprzewracanych stołów,
świętych pamiątek.
Przy ścianie,
będącej świadectwem łez,
niespełnionych pragnień.
W ogrodach zdrady, pojmania, zaprzedania.
Tu Ciebie nie ma.
W łódkach łowiących turystów
żądnych cudu,
ani w błocie
nie zabierającym ślepoty,
nawet w długim pochodzie cieni Holocaustu.
Tu Ciebie nie ma.
Na tych stopniach,
na tej skale,
w tej winnicy, w tamtej świątyni,
w tym grobie
Ziemi Świętego.
***
Zajrzałam w siebie.
Dostrzegłam to, czego nie chcę,
co mi się nie podoba,
czego nie potrafię zmienić.
Nieszczęsny ja człowiek.
Nie jestem panem swego życia,
nie kontroluję myśli ani zamierzeń.
Nawet o śmierci nie mam nic do powiedzenia.
Pobożne westchnienia,
nieustanne modlitwy,
solenne przyrzeczenia,
pielgrzymka w głąb
nie mają sensu,
gdy nie znam Twego imienia.
***
Idę za Tobą
drogą znaczoną krwawymi łzami,
rzęsistym potem strachu,
z krzyżem za ciężkim,
z ranami poniżenia, odrzucenia, samotności,
z gwoździami niezrozumienia, zwątpienia
i odwrócenia najbliższych.
Potykam się i upadam.
Idę za Tobą.
Do szczytu daleko.
niedziela, 4 listopada 2018
czwartek, 16 sierpnia 2018
Z
La Manchy
Zaprawdę
mówię ci i powiadam
Don
Kichotem jestem do cna zgubionym,
błąkam
się nie dlatego, że nie znam celu,
ale
ciągle szukam prawdziwie ludzkiego oblicza.
I
nie w oku przyjaciela i sługi Sancho Panchy
ani
w kibici nadobnej Dulcynei,
ale
w zmaganiach z samym sobą.
Każdego
dnia walczę o oddech wiary,
na
kolanach proszę o hart ducha,
nakładam
przyłbicę i udaję,
że
nie słyszę raniących strzał słów.
Cały
jestem pokryty bliznami
od
uderzeń wiatraka codzienności.
I
chociaż wiem, że honor to przebrzmiała sprawa,
tak
jak idealna miłość, nie poddam się.
Złożę
życie z pokorą u Twych stóp, Panie!
środa, 21 marca 2018
Nowa książka dla dzieci
Czas leci a JA piszę książkę dla dzieci. To widocznie tak jest, że na różnych etapach życia różne rzeczy nas cieszą i bawią. We mnie zawsze było dużo z dziecka. Naiwność, szczerość, prawdomówność nie są to cechy, które powinna reprezentować dojrzała kobieta. Raczej realizm, rzeczowość, dyplomacja...ale co zrobić nie mogę się nauczyć, a raczej nie chcę sztuki kombinowania, wybiegów, manipulacji....Oczywiście ma to związek z moim światopoglądem, ale nie tylko. Często spotykały mnie zarzuty, że "chodzę metr ponad ziemią", ze " z głową w chmurach", że marzycielka. Próbowałam się nawet w pewnym momencie zmienić, ale...stwierdziłam, że nie chcę. Chcę pielęgnować w sobie patrzenie na życie oczyma dziecka, cieszenie się z każdej drobnostki, zapominania o tym, co złe a skupiania się na rzeczach pięknych i radosnych. Uczę się tego każdego dnia. To jest mój wybór. O to się modlę, by nie zgorzknieć, nie zestarzeć się mentalnie. Dlatego i to, co piszę zmienia się...Czy Wam kochani czytający ten post spodoba się mój pomysł na nową książkę pt."Babcia bez Kapcia"?
I.
Ile Babcia bez Kapcia ma lat?
Moja babcia jest straaaasznie
stara. Nie wiem ile konkretnie ma lat, ale zawsze mówi, że „tak
długo ludzie nie żyją”. Pocieszam ją i mówię, że jest
młodziutka, bo nie chcę jej dobijać. Kiedyś powiedziałem
nieostrożnie, że ma pełno zmarszczek. Była załamana.
Słyszałem, że potem długo coś mamie klarowała o dobrym
wychowaniu, i takie tam sprawy, że to niby trzeba być dla starszych
uprzejmym a ona-jej córka powinna to wiedzieć i mnie tego nauczyć.
To znaczy mam kłamać? Być fałszywym? Mama długo ze mną
rozmawiała, że nie należy owszem kłamać, lecz nie trzeba tak
wyrywać się z uwagami i prawdą w oczy chlastać. No i fajnie!
No ale, jeśli ludzie tak
długo nie żyją, to kto ja się pytam? Dinozaury? Smoki? Trudno to
sobie wyobrazić, może dać się narysować. Takiego
dinozauro-smoko-węża. Bo raz dziadek powiedział do babci, że
„pluje jadem”. Babcia. A jad ma żmija. Smok to raczej zionie
ogniem, no nie?
A babcia powiedziała, że jad
ma właściwości lecznicze i że ona czasami musi dziadkowi
powiedzieć prawdę prosto w oczy, bo to uzdrowi ich relacje. Nie
wiem tylko właściwie dlaczego w oczy, moim zdaniem babcia powinna
mu mówić w uszy. Dziadek kiepsko słyszy i odpowiada babci tylko
wtedy jak patrzy na jej usta. Nawet jak babcia wrzeszczy z drugiego
pokoju to dziadek nie słyszy i mówi, że przez ściany nie słychać,
bo to grube mury w starej kamienicy. Ja tam myślę, że nawet
sąsiedzi na pierwszym piętrze słyszą jak moi dziadkowie
„rozmawiają” na piątym. W końcu oboje podobno kiedyś byli
piękni i młodzi, a babcia dodaje, że i szczupli, a do tego
aktorami. Takimi na scenie prawdziwej. I niby to dlatego mają
głosy „dobrze ustawione” to znaczy takie, co to umarłego by z
grobu podniosły. Tak mówi tata, to znaczy zięć. I nie wiem co
ma na myśli. Wolę się na tych zmarłych nie skupiać. A dziadek
faktycznie pod prysznicem śpiewa takim grubym donośnym głosem, a
babcia czyta nawet bajki z podziałem na role. To znaczy każdą
postać innym głosem.
Strasznie trudno sobie
wyobrazić babcię szczuplutką tak, że dziadek mógł ją objąć w
talii dwoma złączonymi dłońmi. To już raczej jako aktorów. I
to charakterystycznych. Ale tak...to najwyżej naprawdę bardzo
dawno, dawno temu…a tak zaczynają się baśnie!
środa, 6 grudnia 2017
Wena twórcza czyli chęć a niechęć pisania...
Ostatnio nie piszę. Coś mi się zawiesiło na blogu i nie wyświetla. Słaba jestem w te klocki...Zaczynam wątpić. Po co komu moje pisanie. Mnie! Mnie potrzebne! Ale potrafię już tę potrzebę zamienić, zrekompensować sobie jakoby...malowaniem.
To znacznie spokojniejsza pasja, a może etap życia spokojniejszy. Nic nie rwie mi trzewi, nie szarpie duszy, nie boli...umarłam? Zamarłam? Wkroczyłam w wiek filozofii? A może najzwyczajniej w świecie nie chce mi się, bo mam ciekawsze rzeczy do zrobienia niz nękanie moich czytelników moimi wynurzeniami?
Jakkolwiek jest, wierzę że wrócę do pisania z pasją, do uwierzenia że to komuś po coś potrzebne...mnie potrzebne. A póki co skupiam się na 9 moich obrazach w galerii przy ulicy Starowiejskiej w Gdyni, na planowanym wernisażu, na czterech książkach niewydanych i na tej, w trakcie której jestem zawieszona nad ciągiem dalszych zdarzeń.
I chociaż tłumaczę sobie...masz co robić, święta idą...koniec semestru, zmiany w toku życia domowego...to jednak bez tego dodatkowego czegoś, czuję się niekompletna, taka jakaś biedna i opuszczona. A nie chcę pisać o polityce, która mnie przeraża, ani o szkolnictwie i reformie, z którą się trzymam za bary i mocuję, ani nawet o żywocie kobiety dojrzałej. Chciałabym pisać o rzeczach pięknych, wartościowych, inspirujących do życia w harmonii. O wielkich uczuciach i namiętnościach, ale przede wszystkim o sensie i celu życia. Dokąd zmierzam. Po co zażarcie trzymam się wytycznych z Pisma Świętego, dlaczego wierzę. Dla jednych będzie to głupota, infantylizm, rzecz niepotrzebna. A ja łaknę piękna i świętości, duchowości i mocy. Bez nich życie jest puste i bardzo samotne. Czyli jednak czegoś mi brak?
wtorek, 7 czerwca 2016
Ósmy
dzień
I
nastąpił poranek
dzień
ósmy.
Nic
nie było jak na początku
doskonałe.
Miasto
z betonu zasłoniło Niebo
a
latarnie i neony odebrały blask
gwiazdom,
księżycowi i słońcu.
Szum
maszyn wszelakiego rodzaju
zagłuszył
szmer strumyka
i
szelest wiatru, i śpiew ptaków niebieskich…
Zwierzęta
stały się karmą
nie
braćmi…
Nawet
kamienie rozbite w pył i proch
nie
mogły swobodnie wzdychać,
oczekując
Pana.
Człowiek
czynił
sobie poddanymi inne planety,
poszukując
Tego,
co
na wyciągnięcie ręki.
Podarunek
Dałeś
mi skórę tak cienką,
że
palą mnie nieżyczliwe spojrzenia.
Dałeś
mi doskonały słuch -
wyczuwam
nieszczerość nawet w ćwierćtonach.
Dałeś
mi ostrość spojrzenia,
rozkosz
smakowania piękna,
obawę
przed brzydotą serc i myśli.
Dałeś
sprawne członki,
dzięki
którym mogę zajść daleko
byleby
nie zejść z wąskiej ścieżki.
Dałeś
najlepsze z ciał, bo
lepszego
nikt nie ulepi ani z gliny,
ani
chromosomów. Moje.
Dałeś
czas i miejsce. W sam raz.
Tchnąłeś
ducha, obdarzyłeś sumieniem
nad
inne tkliwszym.
Nieśmiertelną
duszę
ulotną
jak dym.
Wolność
wyboru nie marionetki
chowanej
do wora po skończonym przedstawieniu.
Obdarowałeś
mnie
zaiste
W
S P A N I A L E !
Rozmowa
o Śmierci
I
co cię tak dziwi,
że
o śmierci mówię tak lekko,
bez
zadęcia,
niczym
o dawno znanym przyjacielu?
No
cóż, wielokrotnie otarłam się
o
jej cień i widziałam
różne
jej oblicza.
To
przerażające
z
grymasem bezsiły czy bezrozumu
lub
co gorsza szaleństwa.
I
to łagodne,
gdy
przychodzi na palcach,
by
nie zbudzić śpiącego.
I
jeszcze...to gwałtowne
co
niczym wichura
ścina
niespodziewanie
młode
i
stare dęby
i
brzezinę zarazem…
Wiem,
nie mogę wybierać.
Od
nagłej i niespodziewanej
się
nie bronię.
Tylko
nie chcę być nikomu
kłodą
i zawadą i ciężarem.
Chcę
być błogosławioną,
która jak
w tańcu
przechodzi
z
jednego brzegu
na
drugi nieznany,
z
oczekiwaniem i tęsknotą w sercu,
z
duszą tak lekką
obmytą
w krwi Jezusa,
z
uśmiechem radości,
z
dziękczynieniem,
klaszcząc
w dłonie,
ze
śpiewem,
przekracza
bramy
niebios
i
spotyka Ojca
twarzą
w twarz….
wtorek, 10 maja 2016
Taniec
Uskuteczniam taniec,
taniec z miotłą od samego rana.
Byłabym może bardziej wydajna,
gdybym była zakochana…
Fruwałabym w powietrznej przestrzeni
lżejsza od piór co w pościeli
Miłość uskrzydla i może odmienić…
Rozanielić
Uskuteczniam taniec,
taniec z garami w południowej porze.
Byłabym pewnie Nigellisimmą,
tą, co z wdziękiem w telewizorze
zajada a nigdy nie tyje,
i nie zmywa po obiedzie,
bo ma ludzi od tego
całego zła gospodarczego.
Uskuteczniam taniec,
taniec w opornym tworzywie mieszkania.
Tu podleję, tam coś zaścielę,
oj dużo mam do sprzątania…
Umęczona tym sportem zalegnę,
a w przerwie nastawię pranie
i pomarzę o wieczności….
Czy tam będzie królował taniec?!
Kołysanka dla bardzo dorosłych
A ty śpij, a ty śnij
i obudź się w dobrym humorze.
Zapomnij o złu świata
dopomóż Dobry Boże!
Kiedy zmęczenie powieki skleja,
Kiedy dzień ciężki, ponury.
Kiedy na zewnątrz śnieg, zawieja.
Kiedy słyszysz wokół same bzdury.
Ty śpij i śnij
i obudź się w różowym kolorze.
Zapomnij o nieprzyjaznych ludziach.
Pamiętaj Kto pomóc ci może.
Kiedy choroba, starość u progu.
Kiedy samotność za gardło ściska.
Kiedy niepokój czai się gdzieś w rogu.
Kiedy przyszłość niezbyt oczywista.
Ty śpij i śnij
może obudzisz się już w innym bycie.
Zapomnisz o tym co teraz boli,
to będzie rajskie życie!
Dom to zaledwie cztery ściany
a świat cały….
Kanapa niewygodna nocą,
wieczorami przytulisko dziecka
i mamy…
Kuchnia ze smakami
unoszącymi się parą
i lepkim dotykiem małych dłoni.
Łazienka z wiecznie mokrymi obłokami
i huczącą niczym wodospad pralką.
Balkon z uśmiechem bratków
i słońcem odbitym w szybie.
Dom to zaledwie obiad i modlitwa
z rodziną od święta...
Listy przysłane na ten właśnie adres
i rachunki, o których nie chce się pamiętać.
To przemilczane słowa i połknięte łzy
nieprzespane noce i promienny poranek
to ja...to ty...dzieci…
A reszta?
Reszty nie trzeba.
Oddamy na napiwek światu.
Wystarczy to, co mamy.
Wdzięczni za te cztery zaledwie ściany…
Nienapisany list
Szanowny Panie Boże!
Kiedyś napiszę taki list
pewnego dnia...może.
Był wczesny ranek.
A ja sama jak palec na Ziemi.
Było tak wcześnie, że ptaki
jeszcze spały z pisklętami swymi.
Ty jednak próbowałeś stworzyć świt.
Ciężko było, ale nie dałeś za wygraną.
Niebo stawało się coraz bledsze
jak moje policzki…
I nastało rano!
Nasyciłeś powietrze bielą, szarością, błękitem.
Odpychałeś noc, wskrzeszałeś świt
bez wytchnienia.
Wtedy zrozumiałam
oniemiałam ze zdziwienia.
Ty jesteś niezmordowany!
Tym się różnię od Ciebie.
Nie wiesz co to zmęczenie.
Pracujesz na okrągło.
Masz zdrowie!
A moje coraz słabsze…
Dobrze, że jesteś obok
nim ponownie zasnę.
Dziękuję, że zdradziłeś mi swój sekret.
Miałam wrażenie,
że bierzesz mnie za rękę…
Wybacz moje zdziwienie.
Prowadziłeś mnie w sam środek tajemnicy.
Trudno się tym faktem nie zachwycić.
Wpatrywałam się w światło,
w kolory, ptaki, drzewa, zwierzęta.
Czułam się wyjątkowa, święta.
Powietrze wpada mi w nozdrza
i sprawia że oddycham.
To cud, że żyję!
Poczekaj, nie odchodź, nie znikaj!
Drżę z rozkoszy. Co za radość żyć!
Dziękuję Ci Panie Boże,
że to dla mnie zrobiłeś.
Wiem, jesteś realny.
Wcale mi się nie śniłeś!
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Talent
"Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent" - brzmią słowa piosenki. I ja się z nimi utożsamiam. I jeszcze parę osób. Bo co tu kryć, czasy kiedy wierzono w przysłowie "siedź w kącie a znajdą cię", dawno minęły. I wcale tu nie chcę tu propagować asertywności ani próżności a już broń Bóg - pychy!
Jako osoba wierząca uważam, że otrzymujemy od Boga różne dary, różne talenty, różne możliwości. I tak jak w biblijnej przypowieści o tychże talentach, dowiadujemy się, że jedni ich z powodzeniem używają, inni pomnażają a niektórzy zakopują czyli odrzucają albo nie używają w imię np. fałszywej skromności, która też jest pychą.
Przyjęłam niektóre swoje dary z mieszanymi uczuciami....bo tak to jest, że to co łatwe, lekkie i przyjemne chcemy otrzymywać, ale są prezenty, które nam się nie podobają. Przecież jednym z takich wyjątkowych darów są dzieci, ale wiadomo wszyscy chcemy, żeby te nasze były zdrowe, grzeczne i koniecznie osiągnęły sukces. Nie ma co ukrywać posiadanie udanych dzieci jest nie tylko radością ale największym powodem do chwalenia się nieznośnych rodziców. Dlatego nie dziwię się, że czasami gdy opowiadam o moich dzieciach budzę rozmaite emocje u odbiorców. No bo starsza wiadomo sam miód i małmazja, ale żeby się chwalić niepełnosprawną córką to lekka przeginka. Ale co ja zrobię, że tak to rozumiem, że to mój wyjątkowy prezent i chociaż nie rozumiem dlaczego akurat ja go otrzymałam, przyjmuję go i nauczyłam się cieszyć i być za niego wdzięczna.
No i podążając dalej tym tropem...postanowiłyśmy a właściwie postanowiliśmy, bo pojawił się jeden osobnik płci męskiej założyć Stowarzyszenie "Talent", zrzeszające wariatów, pragnących dzielić się tym szczęściem z innymi. Naszymi talentami: poetyckimi, aktorskimi, wokalnymi, muzycznymi, dramatycznymi, plastycznymi w różnych formach.
Moja koleżanka nauczycielka, mieszkająca blok w blok naprzeciwko mojego czasami pyta: - Znowu do nocy paliło się u ciebie w kuchni, co tak długo robisz?" -"No cóż nie sprzątam i nie gotuję w nocy, tylko w dzień, a w ramach nocy...maluję ostatnio". Odbiło mi i maluję....i sprawia mi to ogromną frajdę. Mało tego wszystkie moje koleżanki bliższe i dalsze chcą te moje bohomazy mieć na ścianie, a to daje mi jeszcze większą radość. W końcu "o gustach się nie dyskutuje". A jeśli wieszają na ścianach moje anioły czy akwarele z sympatii dla mnie, to też się dobrze, bo ja tam się cieszę byle czym...ten typ tak ma.
Ostatnio moja koleżanka oddała mi album z wycinkami prasowymi i zdjęciami z moich poetycko- muzycznych wojaży po kraju, które zbierała od jakiegoś czasu. To tylko drobny wycinek miejsc i ludzi, którzy zostali uwiecznieni w fotkach czy recenzjach, ale trochę się tego zebrało. No i fajnie! A więc wstępnie niniejszym informuję, że w końcu uformalniamy naszą działalność i niedługo, będąc posiadaczami krs-u będziemy mogli jeszcze owocniej dzielić się z wami naszymi talentami. Wrzucam też wstępny folder, co by nie było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)